Autorem recenzji ósmego odcinka Mr. Robot jest Piotr „Venom” Wosik z serwisu naekranie.pl.






Najnowszy odcinek „Mr. Robot” odważnie wchodzi w ostatnią fazę ataku na Evil Corp., jednocześnie rozwiązując jedną z oczekiwanych tajemnic sezonu, a także dorzucając kilka nieoczekiwanych twistów fabularnych.



Frapujące jest już samo otwarcie 8. odcinka „Mr. Robot”. Widzimy Darlene u boku biznesmana, o którym do tej pory nie mieliśmy żadnych informacji. Ich rozmowa sugeruje, że przynajmniej w jakimś stopniu się znają i nie była to tylko jednonocna przygoda, jednocześnie jednak dziewczyna nie zna rozkładu mieszkania na tyle, aby orientować się gdzie ukryty jest sejf. Intrygujące było także zabranie przez nią pistoletu, co początkowo zwiastować mogło niecne zamiary. Jeszcze bardziej kuriozalnie wypadła jednak scena lekcji baletu – oto bowiem okazało się, że Darlene i Angela to przyjaciółki, a przynajmniej znajome już od dłuższego czasu. Poniekąd był to przedsmak końcówki epizodu, która rozjaśniła tę kwestię, a także rzuciła nowe światło na dotychczasowe zachowanie hakerki.



Zanim jednak do tego doszło, scenarzyści na naszych oczach zdemontowali zupełnie postać Tyrella Wellicka i pokazali go od nowej strony. Przede wszystkim stał się bardziej ludzki, zupełnie nie radził sobie ze świadomością dokonanego morderstwa, dwukrotnie nie wytrzymał presji związanej z wizytą policji, ujawniając przy tym skrajne wręcz przestraszenie. Nietrafnie odczytaliśmy także jego motywacje – po pierwsze w jego małżeństwie to żona jest stroną dominującą. Momentami Wellick wyglądał i czuł się jak jej marionetka, co zresztą zaznacza w rozmowie. W jednej tylko szokującej scenie, w której Joanna okalecza się, zagrażając tym samym ciąży, przebiła ona socjopatyczne zapędy małżonka, pokazując bezlitosne wręcz wyrachowanie i lojalność wobec sprawy.



Drugi, chyba najbardziej zaskakujący fabularny zwrot to spotkanie Tyrella z Mr. Robotem. Biorąc pod uwagę zakończenie, zmusza ono do ponownej ewaluacji wszystkich dotychczasowych spotkań z Elliotem. Z jednej strony Wellick wie o sekrecie bohatera, co wyjaśnia jego dwuznaczny stosunek wobec Aldersona i osobliwe rozmowy jakie prowadzili. Z drugiej, to Mr. Robot wydaje się mieć retoryczną przewagę w tej dyskusji, a to Tyrell jest niedoinformowanym wspólnikiem w procederze obalenia Evil Corp. – co potwierdza także wcześniejsza scena hakowania własnej firmy.



Przy okazji pochwalić należy też sposób w jaki twórcy prezentują miasto i wnętrza budynków. Z paroma wyjątkami, akcja rozgrywa się w bocznych, mniej zatłoczonych uliczkach, a tylko okazyjnie obserwować możemy miejską panoramę. Pomieszczenia są z reguły ascetyczne, albo ciemne i ponure, albo chłodne i minimalistycznie umeblowane. To wszystko składa się na rzadki w popkulturze obrazek bezdusznego Nowego Jorku.
W trakcie odcinka obserwujemy także ostatnie przygotowania do ataku na korporację. To Alderson jest ich inicjatorem, w pełni odpowiadającym za plan działania. Nie waha się kontynuować, nawet kosztem utraty przyjacielskiej relacji z Angelą, ale jest tych konsekwencji świadomy. To również Elliot zmuszony jest do spotkania z Dark Army i przekonania ich do współpracy. Tak jak można było się spodziewać, same okoliczności poznania (misternie zaplanowana zasłona dymna w postaci ataku na Allsafe) i rozmowa z WhiteRose są odpowiednio ekscentryczne. Dla BD Wonga („Jurassic World”) rola transwestyty lub transseksualisty (trudno jednoznacznie określić) stojącego na czele chińskiej armii hakerów, musiała być jedną z najbardziej osobliwych w karierze. To jednak nie sam wygląd, ale także sposób obycia i obsesja kontroli czasu złożyły się na intrygującą postać.



W jednym z najlepszych fragmentów odcinka Elliot nieskutecznie próbuje się wyciszyć – nic jednak nie uwolni go od wyścigu z czasem i konieczności podjęcia się kolejnej karkołomnej akcji. Przejęcie danych z telefonu Gideona wypadało – jak zwykle już – przekonująco. Wykorzystano prosty trik z rozładowaniem telefonu i starą jak świat technikę dywersji, ale nie wszystko poszło po myśli bohatera – Goddard utwierdził się bowiem w przekonaniu o przewinieniach bohatera i tym razem nie będzie już odwrotu.



Fascynujące zakończenie rozpoczęło się od rewelacji o pokrewieństwie Elliota z Darlene. Fakt, iż jest ona jego siostrą tłumaczy troskę jaką okazała podczas rozmowy w salonie gier, znajomość z Angelą, a także jej wcześniejsze bezpośrednie zachowanie np. podczas niespodziewanych odwiedzin. W teorii taki pomysł to wybieg rodem z telenoweli, ale tutaj sprawdził się perfekcyjnie. Reakcją Elliota był szaleńczy monolog, w trakcie którego bohater złamał nawet czwartą ścianę, nie tyle zwracając się do widza, co strącając kamerę.



Piorunujące wrażenie wywarła następnie sekwencja odkrywania własnej tożsamości i ostateczne potwierdzenie rozdwojenia jaźni bohatera. Przez króciutką, szokującą chwilę wydawało się, że prawdziwy jest Mr. Robot, co byłoby jednak niezgodne z dotychczasowymi wydarzeniami – to Elliot wchodził najczęściej w interakcje z innymi, a zewnętrze otoczenie określało go mianem młodego programisty. Mr. Robot okazał się jednak ojcem Elliota, czego drobną sugestię otrzymaliśmy w jednym z poprzednich epizodów, kiedy ten nazwał go synem. Takie rozwiązanie ma fabularny sens, ponieważ to śmierć ojca Elliota stała się niejako przyczyną działań młodzieńca przeciw Evil Corp. Zapowiedź tej wewnętrznej konfrontacji niesamowicie wzmacnia niecierpliwe oczekiwanie na kolejny epizod.





Źródło: http://naekranie.pl/recenzje/mr-robot-sezon-1-odcinek-8-recenzja